Szukając dobrych porównań, czyli zmiany w zespołach Scrum.

Jakby to było, gdyby do wychowywania dzieci zastosować standardy tworzenia zespołów programistów? Wierzę, że dzieci najlepiej się wychowuje w rodzinie. Weźmy więc  Adama i Elę, żyjących pod jednym dachem. Rodzi im się pierwsze dziecko – Michasia. Wychowują je przez dwa lata. Przychodzi wtedy manager „od dzieci” i mówi, że zaczynamy nowy projekt „Krzyś”. Ponieważ Ela i Adam są już zajęci Michasią, to nie mogą razem realizować projektu „Krzyś”. Ela zostanie z Michasią (jest jescze wariant przesunięcia Michasi do zespołu utrzymaniowego), a Adama przesuniemy do rodziny Michalczewskich, ponieważ mamy tam „wolne zasoby” – Krystynę Michalczewską, która jescze nie rodziła dzieci. Adam ma już doświadczenie z 2 letnią Michasią,  które uzupełni braki kompetencji Krystyny. Zrobimy „logiczną zmianę w zespołach”, żeby optymalnie wykorzystać wszystkie „zasoby”. Z rodziny Jurczyńskich dołożymy do projektu „Krzyś” babcię Zosię, bo doskonale pomagała przy wychowaniu Ludwisia, ale Ludwiś poszedł właśnie do przedszkola, więc Zosia może być „babcią” do projektu „Krzyś”…

Jeśli chcemy mieć silne, zgrane zespoły, które są w stanie dokonać niemożliwego, a nie grupę deweloperów, którą trudno nazwać prawdziwym zespołem, to analogia do rodziny jest tu bardzo na miejscu.

Korzystając z tej analogii poszedłem dalej i spróbowałem opisać zachowania członków zdrowej rodziny i rodziny z projektu „Krzyś”.

Zdrowa rodzina Rodzina z projektu „Krzyś”
Role nie są sztywne, każdy ma poczucie, że wkłada swoją część pracy bez potrzeby szczegółowego spisania roles&responsibilities. Tworzy się dokładną definicję roles&responsibilities (kto jest odpowiedzialny za wyrzucenie śmieci, kto za rozładowanie zmywarki). Zebrała się góra prania, bo nie było tego na liście roles&responsibilites. Nikt nie czuje, że to jego zadanie. Komu pierwszemu skończą się czyste majtki, ten będzie w końcu musiał zrobić pranie.
Konflikty pozwalają rodzinie znaleźć lepsze sposoby funkcjonowania i rozwijają członków rodziny. Nie rozmawiamy o trudnych sprawach, żeby utrzymać sztuczną harmonię. Wejście w konflikt jest ryzykowne.
Budują się silne relacje. Relacje są słabe. Koncentrujemy się na zadaniach z projeku „Krzyś”.
Rodzina ma wspólne wartości, które są ważniejsze niż szczegółowe ustalenia. Nie rozmawia się o wartościach.
Patrzy się na wychowanie dzieci w perspektywie całego życia. Koncentruje się na krótkookresowym projekcie „Krzyś”. Wystarczy, że Krzyś zostanie przy życiu (a czasem nawet to nie jest ważne). W każdym momencie mogą ludzi przesująć do innego projektu.
Szybkie decyzje w drobnych sprawach. Skomplikowany i długi proces decyzyjny (rodzinny komitet i konieczność poparcia każdej decyzji twardymi danymi).
Budowanie konsensusu przy poważnych decyzjach. Dla wszystkich ważne jest, żeby decyzja była najlepsza dla całej rodziny. Ostatecznie decyzje podejmowane są przez „managera” rodziny, po wyczerpującej batalii na argumenty, w której każdy stara się ugrać przeniesienie do lepszej rodziny, grzeczniejszych dzieci i awans.
Rodzina ma wspólny cel i marzenia, ale każdy też realizuje swoje własne cele i własne marzenia. Każdy skupia się na swoich zadaniach. Cele i marzenia są definiowane z zewnątrz. Osobistymi celami i marzeniami się nie dzielimy.
W rodzinie jest zaufanie. Nie ma czasu i zachęty na budowanie zaufania.

 

Zdaję sobie sprawę, że trochę przerysowałem, ale wciąż podoba mi się to porównanie. Jack Welch powiedział, że największą przewagą konkurencyjną w obecnym świecie jest zdolność firmy do szybkiego uczenia się, adaptacji i …. przetrwania. Którkoterminowo mogą być racjonalne powody, żeby robić częste rewolucje w zespołach, ale długoterminowo powinniśmy budować zespoły funkcjonujące na bazie zaufania, wspólnych wartości i silnych relacji na poziomie człowiek-człowiek. Nie da się tego osiągnąć w środowisku ciągłych zmian. W długiej perspektywie zespół jest większą wartością, niż krótkookresowe zwycięstwa projektowe.

Nie znaczy to, że zespołów nie można w ogóle zmieniać. Idąc analogią rodzinną – czasem zdarzają się rozwody i nie warto tkwić w „niezdrowym zespole”. Ja sam, raz w życiu się rozwiodłem. Mam dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa i jedno z obecnego. Stworzyliśmy w piątkę szczęśliwy dom. Mamy swoje wartości, zasady i marzenia, uzupełniamy się. Zespoły też mogą przejść odświeżającą zmianę, która wpłynie pozytywnie na ludzi i organizację.

Podsumowując – projekt „Krzyś” jestem w stanie wyobrazić sobie jedynie w jakiejś Orwelowskiej fikcji. Jednak to właśnie w takim modelu często konstruujemy zespoły w organizacjach. W tym wypadku „zwinność” zmian w składzie zespołów nie ma nic wspólnego ze zwinnością Agile.

Przemek

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *